Warszawa kulinarna dorasta, szybko, dynamicznie, i z taką sama wściekłością jak nastolatek. Pisałem o tym pisząc o Samirze parę dni temu, ale ten rozwój jest widoczny w innej niszce kulinarnej: knajpach całodobowych.
Pamietam jak bluzgaliśmy na brak nocnego żarcia w Warszawie. W latach 90tych jeździliśmy do ‘Sąsiada’, czyli bar przy PKS Marymont, albo pod pałac. Zapiekanki wtedy rządziły, chociaż na PKSie można było też frytki czy szaszłyczka zrobić. ‘U Sąsiada’ to chyba warszawski unikat, bar położony 300m od Żoliborskiej komendy, miejsce gdzie spotykają się policjanci, złodzieje i nawalona “młodzież” wracająca z miasta. Dworca autobusowego już nie ma, ale bar się całkiem nieźle trzyma.
I jakoś w tym kierunku to poszło, całodobowe żarcie to niskie obroty więc fast food to najlepsze rozwiązanie. Trzymać w zamrażarce aż podjedzie klient, wrzucić do tłuszczu i gotowe – tak samo “świeże” jak o każdej innej porze. Wolnostojące fast foody poszły w ten kierunek: McDonaldy przy trasie Gdańskiej czy na Półczyńskiej, KFC w al. Jerozolimskich, itd. Jeszcze hotdogi i kanapki na stacjach benzynowych. Nie powiem żebym nie skorzystał wielokrotnie, ale nie było to idealne rozwiązanie. Bo kto jeździ na impreze samochodem, i do tego na peryfierach miasta.
Dopiero jak kluby mocniej ruszyły, gastronomia dostała kopa żeby się rozwinąc w centrum. Dziś króluje kebab – ciąg lokali w pawilonych przy Marszałkowskiej, z Saharą na czele, na Zgody obok Krokiecika czy przy UW na Krakowskim Przedmieściu. Nie tylko w centrum zresztą, ostatnio widziałem Kebab 24h na rogu Krotyńskiego i Grójeckiej. Wraz z ruchem w strone centrum, fast foody się wycofały. KFC jest do północy, McDonald’s przy Łomiankach do 1 w nocy, nawet w weekend – został tylko McDonald’s przy Półczyńskiej.
Na szczeście na fast foodzie się nie zatrzymali i można zjeść coś bardziej ambitnego, nawet o 3.30 nad ranem. Lemon i Szpilka podają konkretne jedzenie (i super śniadania w Szpilce). Chwała im, bo nie ma nic gorszego niż jak kebab się odbija na kacu.
Dodam może tylko na końcu że chociaż knajpy całodobowe w weekendy pracują pełną parą, w ciągu tygodnia jest o wiele gorzej. We wtorek w kebabach o 4 dostaniemy co najwyżej resztki.
Na szczęście, od szóstej ruszają pierwsze kawiarnie.
Zaskoczyło mnie to jak mało informacji jest w internecie o całodobowych usługach w Warszawie. Mam nadzieje że info w tym wpisie się komuś przyda.

2 Responses
Stay in touch with the conversation, subscribe to the RSS feed for comments on this post.
‘u sasiada’ 4 life dla kazdego bielany reprezentanta
aczkolwiek jest to jedno z tych miejsc gdzie trzeba byc total narabanym zeby ci smakowalo i nie zwracac uwagi ze jest to jednak zajazd
mowiac o szpilce zapomniales o Szparce, ktora jest calkiem mega – od przekasek nachos, przez zupy po soczyste dania miesno-frytkowe. zamykane tylko 5-7, wtedy szpilka czynna.
dobry wniosek na koniec, bo wawa faktycznie nocnie jest mega-slaba, nie tylko w zarciu. przynajmniej komunikacja nocna zajebista.
oj tak. na tym pekaesie tez bylismy. z Kola
typowo po-imprezowe jedzenie. a co to kebabow to mowisz wawa poszla w kierunku szczecinskich MakKwakow?